Nie interesuje mnie Euro w kategoriach sportowych, lecz w kategoriach socjologicznych. Socjologia to nauka.

Sfilmowani Irlandczycy, którzy dostali łupnia od Hiszpanów – 0:4 – radośnie wykrzykiwali: nie mieliśmy żadnej szansy, ale my tu przyjechaliśmy dla zabawy i wskakiwali Hiszpanom na barana.

Irlandczycy potraktowali swoich zawodników jako takie dody, które mają im dostarczyć rozrywki.

W polskich masmediach, a więc w mentalności „przeciętnego Polaka” piłkarze byli postrzegani jako ci rycerze idący na Grunwald. Zostali pokonani, więc trzeba wyciągnąć konsekwencje – nasi rycerze muszą zawsze zwyciężać.

Fascynuje mnie ten fenomen, że porażka 11-tu facetów traktowana jest jak jakaś przegrana całego narodu. Fascynuje mnie jak to jest, że boisko do gry w piłkę zostaje nazwane Stadionem NARODOWYM, a więc miejscem, gdzie Polska będzie toczyła zwycięskie lub przegrane walki z całym światem. Przecież 11 facetów to nie cała Polska, a przegrany mecz w piłkę kopaną, to nie jest przegrana Polski na arenie światowej. Jak to jest, że kopaczy piłki społeczeństwo traktuje jak rycerzy walczących o godność, pozycję Polski w świecie?

Gdyby ktoś zechciał przybliżyć mi ten fenomen…

New