Doda po prostu odpowiedziała na zadane przez dziennikarza pytanie. Nie urządziła wiecu, nie opublikowała broszurki, nie atakowała nikogo personalnie, nie zniszczyła fizycznie obiektu kultu. Nie była to też prowokacja, obliczona na skandal, ponieważ pani Rabczewska mówiła to, co naprawdę myśli, a nie odwrotność tego, czy przerysowanie (jak w tekście Wojewódzkiego o Ukraince).

To znaczy, że teraz każdy, kogo zagadnie dziennikarz w sondzie ulicznej na przykład, musi cenzurować swoje poglądy, bo wyrażanie ich może kogoś urazić. To kompletny absurd.
New