Tak jak jestem przeciwnikiem „socjalizmu”, tak niestety widzę, że jedynym remedium na niską dzietność jest pewna doza socjalizmu. W aktualnej sytuacji kulturowej raczej nie ma szans(i oby nie było) na cofnięcie się do modelu w którym kobiety są mało wykształcone a cała populacja „bogobojna” – taki model oczywiście wpływałby pozytywnie na poziom urodzeń.

Wydaje mi się, że w aktualnych realiach kulturowych w których Kobiety chcą się kształcić i pracować najlepszym wyjściem jest tani i masowy outsourcing wychowania czy też opieki nad dziećmi w wieku w którym wymagają wzmożonej uwagi.

Czyli gęsta sieć tanich żłobków, opiekunek, przedszkoli i innych miejsc w których dziecko może przebywać cały dzień. Taki model wymaga oczywiście nakładów ze strony państwa ale na dłuższą metę może „się” zwrócić, w postaci zwiększenia fertility rate.

Dodałbym jeszcze, że z pkt. widzenia państwa i gospodarki, najbardziej korzystna jest wysoka dzietność w klasach bogatych, w klasie wyższej i klasie średniej. W związku z tym powinno się konstruować systemy ulg lub wsparcia dla tych grup(szczególnie dla klasy średniej). W przypadku klas niższych, powinno się ich zniechęcać do posiania dużej liczby dzieci, przy jednoczesnym zwiększaniu jakości kształcenia i wychowania(tak szkoła powinna pełnić również rolę wychowawczą) dzieci i młodzieży z rodzin biednych. Dzięki temu może udałoby się zwiększyć tępo i skalę awansu takich młodych ludzi do klasy średniej, a przez to stawaliby się atrakcyjnym materiałem na rodziców.
New