europitek napisał:

> pomruk napisał:

> > Nie bardzo chwytam nadal.

>

> Spróbuję w niemożliwie prosty sposób:

> – fizyka (najniższy poziom ogólniości, nie zawiera chemii, biologii)

> – chemia (wyżsy poziom – zawiera fizykę, ale nie odwrotnie)

> – biologia (zawiera fizykę i chemię, ale nie odwrotnie)

> – nauki społeczne (zawiera fizykę, chemię, biologię, ale nie odwrotnie)

> Rzecz jest w tym, że dopóki obracasz się w zakrezie pierwszych trzech, to nie m

> asz kłopotu z przechodzeniem pomiędzy nimi, ale gdy problem jest gdzieś na styk

> u z naukami społecznymi, to już jest kłopot, Jakby świat miał jakieś pęknięcie

> miedzy klasycznymi naukami przyrodniczymi a społecznymi.

Tak, to rozumiem dobrze (chyba).

> Jeśli godzisz się, że dany problem jest uwikłany w zależności społeczne, to nie

> możesz organiczać się wyłącznie do widzenia sprawy po przyrodniczemu.

Cały czas miałem na myśli to, że wyłącznie biochemia określa toksycznosć, nie nauki społeczne. Te mogą nam wiele powiedzieć o np motywacjach ludzi, którzy przedawkują dany produkt spożywczy. Ale biochemicy czy dietetycy naprawdę uwzględniają możliwosc nieracjonalnego zachowania.

Poszerzę to, co mówiłem już o różnicy miedzy dawką przeciętnie „używaną” (dawka jednorazowa) a taką, która może przynieść śmierć. W przypadku alkoholu etylowego jest to stosunek około 1:5. W przypadku leku bez recepty – przykładowo – około 1:15 (dla paracetamolu). Dla soli kuchennej to 1:25. Dla konserwantów to typowo 1:200. Dla innych dodatków stosunek jest tak duży, ze trudny w ogóle do zmierzenia. Oznacza to, że bez porównania prędzej zatrujesz się śmiertelnie solą, zawarta w jedzeniu niż konserwantem a tym bardziej innym dodatkiem. Nawiasem mówiac, dla wielu zaskoczeniem moze być mała róznica między dawką używaną a śmiertelną w dwu pierwszych przypadkach.

> Po prostu przy przechodzeniu z wnioskowaniami pomiędzy poziomami złożoności pro

> blemu (może to lepiej zabrzmi niż „ogólności”) nie ma symetrii. Jeśli przechodz

> isz pomiędzy sąsiednimi poziomami, „zniekształcenie” jest niewielkie (ryzyko bł

> ędu też), ale gdy wykonujesz skok przez kilka poziomów prawie na pewno walniesz

> byka.

> Można też to skomentować tak, że przechodzenie od szczegółu do ogółu i odwrotni

> e kryje w sobie niebezpieczeństwo błędu.

Zgoda. Ale mimo wszystko to dla mnie mgławicowe dość, w jaki sposób moze w ogóle dojsć do zatrucia dodatkami. Mogę sobie wyobrazić takie zachowania, ze ktoś ekstrahuje jakiś składnik z 200 hamburgerów (bo tyle jednorazowo nie zje). Tylko po co miałby to robić? Nie łatwiej kupic kilo soli? Niestety, ale niska toksycznosć dodatków stawia fizykalne ograniczenia, których nie rpzeskoczysz zadnym racjonalnym zachowaniem.

Cały czas mówię o jednorazowym spożyciu, a nie długotrwałym. Ale przecież długotrwałe spożywanie alkoholu czy soli kuchennej (w tej ilosci, którą spożywamy!!!) ma znacznie bardziej zauważalny skutek.

>

> > Na pewno wprowadzi dezinformację i przyczyni sie do dezorientacji,

> > zamiast pomagać roztrząsać kwestie wartości „śmeciowego jedzenia”.

>

> Masz rację, ale dezinformacja i dezorientacja już jest i była wcześniej zanim k

> toś wymyślił ten argument. Cała historia zaczęła sie od tego, że powstał pewien

> dysonans poznawczy u masy ludzi. Stąd sie wzięły takie argumenty, że publika m

> etodą prób i błędów zaczęła sama szukać przyczyn. Jeśli chce się sprawę „wypros

> tować”, to trzeba brać się za nią „po całości”.

>

O, to już temat – rzeka 🙂 Nie chcę się tu teraz rozwodzić nad tym, to chyba tematna osobny wątek…

Na razie kończę, bo znowu już mi podgląd nie działa 🙂 Zauważyłem, zecoś takiego się dzieje przy dłuzszych postach. Dokończę, mam nadzieje, wkrótce 🙂

New