Ciąg dalszy odpowiedzi:)

europitek napisał:

>

> „Na wolności” nie masz efektywnej kontroli parametrów „eksperymentu” i środowis

> ka w jakim zachodzi. „Na wolności” wiele rzeczy dzieje się losowo dla obserwato

> ra, ponieważ nie zna on wszystkich działających czynników, a nawet wśród znanyc

> h są nieprzewidywalne (zależą od decyzji).

> Co do samych norm, to mogę przyjąć zakład, że będą stale przekraczane.

Odpowiedź zawiera sie wyżej – niebezpieczeństwo „przedawkowania” jest w przypadku dodatków do żywnosciznacznie mniejsze niż w przypadku innych spotykanych substancji, także spożywczych… A kryteria odrzucania dodatków są bardzo ostre, znacznie ostrzejsze niż np. dla leków czy dopuszczonych juz „tradycyjnych” substancji typu sól czy soda oczyszczona.

> Co z tego, że producent dokładnie opisze produkt (jak podał Nikodem), jeśli spo

> ra część nabywców w ogóle nie załapie o co chodzi, inni oleją ostrzeżenia lub ź

> le zobaczą, a ci którzy dokładnie sprawdzą i zrozumieją zostaną „nabici w butel

> kę” przez niesolidnego producenta (zanieczyszczenia, nieprzestrzeganie norm daw

> kowania itd.).

I znowu chyba demonizujesz trochę (a nawet sporo) dodatki 🙂 Wymagają one mniejszej ostrożności niż wiele innych srodków, naprawdę!

>

> Więc widzisz, ze ktoś już wpadł na to, że trzeba uważać, bo ludziska bez reglam

> entacji „się pozabijają”. Sprzedawca ze spożywczego z rozkoszą sprzeda Ci 5 opa

> kowań i spyta dlaczego tylko tyle.

> Pomruku, rozmawiamy o żywnosci, a nie o medykamentach. Jeśli przerzucisz odpowi

> edzialność za nieprawidłowe stosowanie na konsumentów i producentów, to skutek

> będzie wiecej niż opłakany. I po pewnym czasie nikogo nie będą interesowały nau

> kowe argumenty o nieszkodliwości „chemii”, może poza organami ścigania. Jeśli c

> hcesz, żeby „chemia” była w obiegu gospodarczym, to musisz stworzyć system efek

> tywnej reglamentacji sprzedaży. Taka jest „logika społeczna” – liczy się nie ra

> cja, lecz możliwość jej realizacji w konkretnych warunkach społecznych. Konkret

> ne rozwiązanie nie musi być słuszne, ale musi być skuteczne.

>

Powiem tak: reglamentując „chemię” musiałbyś zaczać od środkówczystości, proszków do prania itd. Na pewno stanowią pod tym względem zagrożenie o dwa rzędy wielkości (co najmniej) większe. Zacznijmy od „Kreta” (środek do udrożniania rur, wodorotlenek sodu ew.z dodatkami). Dzieci parzą nim sobie przewód pokarmowy lub palce, hydraulikowy rżczki żżera, bo gospodyni zapomniała uprzedzic , że próbowła itd. Akurat tu bym głosował za usunięciem tego ze sklepów. Potem: kwas siarkowy do akumulatorów. Potem: wiele rzeczy z których potrafiłbym skonstruować taaaaką bombę 🙂 … Wiesz, zanim doszedłbyś do żywności ze „znielubionymi” substancjami, prędzej wyeliminowałbyś z hanlu pewnie ze 70% produktów. A jak byś w końcu wyeliminował… choroby i śmiertelnosć by gwałtownie wzrosły. Przede wszystkim z przyczyn gwałtownie rosnącego skażenia biologicznego. W średniowieczu, przy „zdrowej” żywnosci zatrucia pokarmowe były naprawę częste… i często miały charakter masowy…

Wyciąłem więcej Twych cytatów niżbym chciał: program protestuje 🙁
New