Zrozum, koleżanko, że oni (nazwijmy ich frejlakowcami, od nazwisk Frejlaka seniora, swojskiego apoteoty krytyki STW, i jego syna, Frejlaka starszego — Jana — który angażuje się w promowanie koncepcji swego rodziciela) do żadnej systematyczności nie są zdolni.

Dowolnie mieszają faktami, doświadczenia dla nich niewygodne interpretują po swojemu, tzn. że wynik doświadczenia jest inny, a przy czym czerpią z negowanych faktów nie zdając sobie sprawy z algebraicznych zależności, które te fakty implikują.

Widzisz.

Żeby cokolwiek nowego miało sens, musi się co nieco zgadzać ze starym, a już na pewno w przypadkach granicznych. Powinno tez wyjaśniać pewne dziwne sprawy, może przewidywać kolejne. Na tej zasadzie STW jest zgodna z transformacją Galileusza dla małych prędkości w kwestiach pędu, czy momentu pędu oraz zderzeń sprężystych, ale kompletnie pada tam, gdzie do czynienia mamy z energią, bo na energię u Galileusza miejsca nie ma — nie może zresztą być, skoro zasada zachowania energii jest efektem symetrii ze względu na translacje w czasie. To zaś wymaga postaci równania, w którym występuje pochodna czasu (po współrzędnych przestrzennych), zaś sam czas nie. A skoro u Galileusza czas był jeden wspólny, to żadne zmiany czasu przy przeliczaniu współrzędnych przestrzennych nie mogły mieć miejsca.

Dlatego energia trafiła do fizyki via zjawiska cieplne i kombinowano jak koń pod górę, żeby ją powiązać z całą resztą. I dopiero E=mc^2 powiązało.

Co do elektromagnetyzmu — też nie jak nie pasuje do Galileusza. W żadną stronę. Nic dziwnego, że Lorentz musiał dojść do tak dziwnego ówcześnie wniosku, że odległości się skracają. Swoją drogą niektórzy musieli się totalnie dziwić w połowie XIX wieku, jak to jest, że pozornie niezależne stałe epsylon zoro i mi zero dają w iloczynie coś o wymiarze kwadratu prędkości. Dużej prędkości, gdy tymczasem typowe prędkości elektronu w drucie to milimentry na sekundę.

Z Newtonem podobnie, w granicy małej masy jest jak najbardziej prawidłowy. Potencjał grawitacyjny u newtona jest jak 1/r. W OTW w przypadku jednego ciała symetrycznego mamy 1/r + 1/r^3 (no i współczynniki). Tylko to 1/r^3 ma znaczenie relatywnie blisko relatywnie dużej masy. Ale daje wszystko — i ruch peryhelionowy (brak u Newtona) i dylatację czasu (a więc i grawitacyjne przesunięcie ku czerwieni) i prawidłowe ugięcie światła (u Newtona zdecydowanie zały wynik).

Zresztą geodezyjną w czasoprzestrzeni konstruuje się dzięki zasadzie Jacobiego (falowej). Te ogólnie zwane zasady najmniejszego działania zostały odkryte w XIX w. ale wiele z nich mądrego nie wynikało. Dopiero w połączeniu z STW okazało się, że opisują one TAK SAMO ruch cząstki masywnej, jak i fali. No i falowa natura materii też może być jako wniosek wyciągnięta.

Obecnie wiemy więcej niż na początku XX w. Trudno chwilowo znaleźć jakieś problemy makroskopowe, które nam się nie zgadzają z STW. Mamy kłopoty z unifikacją i z globalną kosmologią (w tym sensie OTW gdzieś tam przestaje się stosować), ale nie z STW.

W tym sensie walka z podstawą STW (brak absolutnego czasu) jest maniactwem.

Gościula
New