europitek napisał:

> Pojęcia potoczne z natury swej są nieostre i wieloznaczne. Taka jest ich istota

> i główna zaleta, dzięki której świadomość i język mogą nadążać za zmianami rze

> czywostości.

W tym przypadku nieostrosć nie ułatwia dostosowywani się do zmian rzeczywistosci – ona ewouluje w taki sposób, żezakłamuje naturę zmian, skazując wielu do myślenia kategoriami magicznymi, co cały czas podnoszę. Chociażby do arbitralnego dzielenia wszystkiego na „szkodliwe-nieszkodliwe” w sensie absolutnym. Akurat TO jest niezmiernie szkodliwe.

> Ja sformułowałem tę definicję na podstawie obserwacji zachowań lud

> zi – można powiedzieć, że jest to wniosek z obserwacji społecznej empirii. Może

> się on nam nie podobać, ale to nie zmieni stanu faktycznego, że duża liczba lu

> dzi zauważa postępującą „syntetyczność” produktów spożywczych i jest z tego nie

> zadowolona.

A mnie nie zadawala z kolei to, że wynajdują preteksty niczym – tu posłużę się ostrymi słowy – pijaczek, który twierdzi,ze szkodzi mu SO2 w tanim winie, dlatego wymiotuje. Owszem,moze szkodzić, tylko stan jego zdrowia spowodowany jest „zdrowym” etanolem, nie SO2. Nietrudno zauważyc, ze w przypadku „śmieciowego żarcia” najbardziej szkodliwa jest… jego ilość w sensie kalorycznym. Po nim natępuje np. ilosć spożywanej soli itd.

Co do motywacjiproducenckiej – ależ oczywiste, ze chcą oni załatwic wszystko jak najtaniej. Nie jestto zadnym dowodem na to, że „chemizacja” żywnosci jest głównym problemem. Jest często – nie zawsze!!! – fałszywą diagnozą.

> Społeczeństwo ukuło sobie termin „chemia” już dawno na okre

> ślenie nawozów sztucznych, teraz uległ on rozszerzeniu na syntetyczne składniki

> produktów spożywczych i pewnie będzie podlegał dalszym zmianom.

Jeśli ma to powodować ostre zafałszowanie rzeczywistosci, chyba warto sprzeciwiać się takim zmianom. Już teraz mamy głosy „organizmy modyfikowane genetycznie są szkodliwe, bowiem zawierają geny”. Można sie pgodzić z nawarstwianiem się kompletnych bzdur, mozna argumentować że pojęcie „geny” uległo modyfikacji. Nie, nie uległo, to wyraz ignorancji, lepiej żeby to nie ona wpływała na jezyk opisów.

>

> > Po pierwsze, zapach, kolor i smak w syropach uzyskiwane są dziś często pr

> zy użyciu

> > substancji oznakowanych jako „identyczne z naturalnymi”. Co oznacza, że u

> zyskane

> > zostały syntetycznie, lecz są tymi samymi zwiazkami chemicznymi, które sp

> otykasz

> > w owocach naturalnych. Czy sądzisz, ze ich spożycie oddziaływuje na organ

> izm inaczej

> > niż spożycie tych samych zwiazków innego pochodzenia? Uważaj na odpowiedź

> !!! 🙂

>

> Ta inność nie jest wykluczona, ponieważ z warunkach naturalnych występują one w

> określonym środowisku, które jest aplikowane razem z danym związkiem, na który

> m koncentrujemy naszą uwagę. „Identyczność z naturalnymi” dotyczy tylko wybrany

> ch składników produktu, a nie jego całości.

Hm, to jest argument, przyznam:) Choć wydaje mi się bardzo mało prawopodobne, by np. barwnik typu flawonoid był toksyczny, tyle że inne zwiazki w syropie malinowym działaja jako antidotum. Po prostu zbyt wiele tego związku spożywamy w róznych kombinacjach…

> No właśnie. Czy zdarzyło Ci się spocić po wypiciu jakiegoś „chemicznego” napoju

> malinowego? Mnie nigdy.

Nie, nie zdarzyło sie. Ale ja własnie o tym mówię – syrop malinowy ma w sobie coś, czego szkodliwosci NIE jesteśmy pewni!!!

>

> Istota problemu leży nie w samej chemii, ale w sposobie i zakresie jej stosowan

> ia, które przestają być społecznie akceptowalne. „Chemia” wzięła się stąd, że p

> od wpływem czynników ekonomicznych nastąpiło „przegięcie” w chemizacji produktó

> w spożywczych i dotarło to do świadomości społecznej (potocznej). Zarzuty pod a

> dresem regularnej chemii są próbą znalezienia odpowiedzi na pytanie, co jest ni

> e tak, dlaczego i jak bardzo.

Ano właśnie. Lecz – jak juz tu pisałem – jest to stawianie fałszywej diagnozy, gdyż czynniki, które powodują, że „śmieciowe jedzenie szkodzi” są dość dobrze ropoznane. Jest to rodzaj samokreowania fałszywej swiadomosci, moim (i nie tylko) zdaniem.

> Odbijanie piłeczki metodą, że konkretne związki p

> odejrzewane o szkodliwość są niegroźne niewiele da dla całości problemu. Musiał

> byś wykazać, że wszystkie syntetyczne składniki występujące w żywności nie są s

> zkodliwe i co więcej, że są zawsze i wszędzie stosowane w bezpieczny sposób.

Alez np. związkiz „listy E” są jak najbardziej badane i to w sposób bardzo wnikliwy!!! Co wiecej, wszelkie składniki są obecnie badane znacznie staranniej niż kiedyś! Dkatego np. stsowanie chinyny (nie z listy E :)) w napojach jest o wiele bardziej ograniczone niż 20 czy 40 lat temu!

> Taka karma może być świństwem – gdybyś zobaczył minę mojego psa nad miską z suc

> hą karmą, to byś nie wątpił – choć nie musi być trucizną.

> O czym może świadczyć konieczność dodawania tych niezbędnych składników do poży

> wienia?

Hm, po prostu o chęci zapewnienia tanim kosztem stabilnego pokrycia zapotrzebowania na mikroelement:) Tak złosliwie powiem – ty wiesz, jak żyjące w naturze koty trzeba niekiedy dokarmiać takimi „świnstwami”? A trochę poważniej – popatrz, co się wkrapia chorym do zył – post Nikodema123.

>

> I tak masz dobrze, bo mnie zeżarło cały post przy powtórnym logowaniu i musiałe

> m pisać od nowa.

Znam ten ból 🙂

New