Tag: Nam

nie będziemy i nie mamy teraz żadnych knajp nienawiści. Autor artykułu sam przyznał w jego treści, że te napastliwe stanowią kilka i kilkuset wpisów. Oznacza to przy użyciu liczebnika „kilka”, że wpisów deklarujących brak sympatii do Żydów jest 1%. Pokażmi autorze kraj na świecie, gdzie jest taki niski odsetek osób żle mówiących o zydach? Czy to jest Ameryka? wystarczy posłuchac niektórych dialogów filmowych, które idą w świat w miliardzie wyświetleń. Myślę, że autorowi troche nadwrażliwośc kazała się odezwać. A niech sobie ci z BBC piszą co zechcą. Jak napiszą o nas źle, to podamy ich do sądu o zniesławienie. A tak nawiasem mówiąc, to który pis nawoływał do agresji? Te, które autor przedstawił obrazowały jedynie osobisty stosunek ich autorów do Żydów – a tego nie można im zabraniać. Polska to wolny kraj. Pamiętam, jak intelektualiści polscy zbierali podpisy pod listem otwartym w sprawie nowej Konstytucji RP w latach 70. Głównym zarzutem było umieszczenie w Konstytucji przysięgi wierności Związkowi Radzieckiemu i przewodniej siły narodu w postaci PZPR. Uważali ci intelektualiści, że umieszczenie w KOnstytucji nazwy innego kraju obojetnie w jakim kontekście, oznacza utratę suwerenności wobec tego kraju. No i co teraz? Autor artykułu niemal każe nam byc dobrym i przyjaznym dla mieszkańców jednego państwa i jego obywateli rozsianych po świecie. A co autor artykułu powie w obronie opluwanego , wyszydzanego i znieważanego Papieża, biskupa Michalika, Lecha Kaczyńskiego, ojca Rydzyka i po prostu katolików? Mnie się też oberwało gdy nazwano mnie nie wiadomo dla czego właśnie w Onecie „żoliborską ciotą”. Pozdrawiam internautów New Czytaj dalej...

Read more

– Zachowanie posłów w kwestii związków partnerskich jest skandaliczne. Oni nawet nie wiedzą, o czym mówią. I boją się, że proboszczowie będą wytykać ich z ambony – mówi Ewa Tomaszewicz z akcji „Miłość nie wyklucza” Dlaczego w Polsce tak trudno o związki partnerskie? – Myślę, że głównie dlatego, że nasi politycy są bardziej konserwatywni niż reszta społeczeństwa. Z badania zrobionego przez pełnomocniczkę ds. równego traktowania, Agnieszkę Kozłowicz-Rajewicz, wynika, że Polacy rzeczywiście są przeciwni związkom partnerskim, ale tylko jako ogólnemu hasłu. Natomiast jeżeli zapyta się ich, czy zgadzają się, żeby osoby w związkach partnerskich – nawet homoseksualne – mogły po sobie dziedziczyć bez podatku, odwiedzać się w szpitalu, podejmować decyzje o stanie zdrowia czy pochówku partnera, większość mówi, ze tak. Widać, jak ważne jest mówienie o konkretnych rozwiązaniach, a nie o hasłach. Dlatego należy ludziom tłumaczyć, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Posłowie powinni lepiej znać nastroje społeczne i wiedzieć więcej o ustawach, nad jakimi procedują. To jest skandaliczne, że także członkowie komisji ustawodawczej zwyczajnie nie wiedzieli, co jest w tych ustawach. Bo tak naprawdę nie są żadne rewolucyjne ustawy. Dlaczego nasi politycy postępują tak zachowawczo? Na pewno boją się utraty poparcia i tego, że w ich okręgach wyborczych proboszczowie będą wytykać ich z ambony. Artur Dunin z PO powtarza nam, że wielu posłów z jego partii poparłoby ustawę o związkach, ale boją się opinii Kościoła. Wszystko sprowadza się do obawy, że nie zostanie się ponownie wybranym, słabej wiedzy i lęku przed księdzem. wyborcza.pl/1,75478,12123718,Koniec_z_proszeniem_na_kolanach__czas_zaczac_zadac Czytaj dalej...

Read more

www.naszdziennik.pl/mysl-felieton/3786,talmud-zamiast-ewangelii.html Talmud zamiast Ewangelii? Piątek, 13 lipca 2012 (06:15) Teraz można już to ujawnić? Naprawdę można? Zatem chociaż tubylczym Sejmem jeszcze wstrząsa niesłychany klangor Umiłowanych Przywódców, którzy jeden przez drugiego nie tylko wysuwają coraz to zbawienniejsze projekty zapładniania w szklance, ale w dodatku opatrują je coraz to bardziej wyrafinowanymi uzasadnieniami, w których ciężka dola niepłodnych matek walczy o lepsze z nienawiścią do dzieci z probówki – wszystko to rozbija się o szczerą deklarację pana prof. Jana Hartmana, który z obfitości serca wygadał się, iż nie chodzi ani o żadną ciężką dolę niepłodnych matek, ani o nienawiść do dzieci z probówki, tylko o to, żeby „złamać wpływ Kościoła”. No dobrze, ale jeśli już na skutek naporu przedstawicieli nieubłaganego postępu wpływ Kościoła zostanie „złamany”, to kto ten wpływ uzyska? Chodzi, jak wiadomo, o to, jaka etyka będzie podstawą systemu prawnego naszego nieszczęśliwego kraju – bo jużci wiadomo, że po „złamaniu” wpływu Kościoła etyka chrześcijańska podstawą systemu prawnego naszego państwa już być przestanie. Pan prof. Hartman być może przez modestię tego nam nie zdradził, ale przecież tego i owego możemy domyślić się sami. Snop światła na tę sprawę rzuca bowiem sam pan profesor będący członkiem żydowskiej loży Zakonu Synów Przymierza i uczestnikiem think-tanku Ruchu Palikota, który pewnie biłgorajskiemu filozofowi podpowiada te wszystkie happeningi. Skoro tak, to jest wysoce prawdopodobne, iż po wyrugowaniu etyki chrześcijańskiej jako podstawy systemu prawnego jej miejsce zajmie etyka talmudyczna. Nie sądzę bowiem, by biłgorajski filozof był Czytaj dalej...

Read more

nikodem123 napisał: > To jest nie do pojęcia. To się wszystko musi skończyć wojną. Wspolczesna fizyka jest tak zaawansowana ze czlowiek wyksztalcony bez odpowiedniego przygotowania w jej dziedzinie niewiele zrozumie,a jezeli to zrozumie zle. W tej sytuacji powstaje bardzo wazny problem nie tylko w fizyce ale i w nauce w ogole. Jest to problem naukowej moralnosci.I tutaj fizyka jako nauka na ktora naklady na badania sa najwieksze (potezne akceleratory) ma najwieksza pokuse zboczenia z drogi dobra. W sytuacji kiedy powszechna staje sie droga duchowego odchodzenia czlowieka od podstawowych zasad moralnych nie jest trudno o wypaczenia na tym polu,a cierpi na tym oczywiscie sama nauka. Powstaje pytanie z tym problemem zwiazane,czy ludzkosc dorosla do uprawiania nauki na tak zaawansowanym poziomie?Niestety,ale wydaje sie ze nie. Moze to i dobrze,ze dowiadujemy sie o tym wszystkim na tym etapie,poziomie konstrukcji nowych modeli swiata,niz mielibysmy sie dowiedziec o tym pozniej,wtedy kiedy bedziemy mieli do czynienia ze znacznie bardziej odpowiedzialnymi zadaniami naukowymi jakich moga nam dostarczyc biologia czy cybernetyka. New Czytaj dalej...

Read more

Wiem, stefan4, że uprzedzałeś, że łatwo nie będzie. Jednak Twoje wpisy u nie matematyków mogą spowodować Basedowa i facjalis. Nie wiem czy jednak sobie zadawałeś sprawę, że takie terminy jak „rozmaitość niespójna” u niematematyków powodują trwały wytrzeszcz oczu jak w chorobie Graves-Basedowa? Dla mnie określenie Basedow jest pewnie tak samo jasne, jak dla Ciebie „rozmaitość niespójna”, tylko litości. Potłumacz nam o czym piszesz, bo robi się nam Basedow. Jak słyszę: „wcale niezamknięte”, to robi mi się „facjalis” (porażenie nerwu twarzowego) – po ludzku mina zdziwionego mopsa: opadnięte kąciki ust + przymknięte powieki oczu. Nie wiem, czy „wcale niezamknięte” to jest jakaś definicja matematyczna krzywej, czy tylko kwiecisty język. A jak definicja, to co ona oznacza. Więc litości. Chyba, że chcesz nas zostawić i z Basedowem, i z facjalisem. New Czytaj dalej...

Read more

Prowadzący konferencję prasową, zakrzyknął aliści: Mamy go (Znaczy się Higgsa) , niczym inny szołmen, który równie idiotycznie się cieszył po zabiciu Osamy ibn Ladena…. A prawda jak zwykle się ukrywa, bowiem jeśli Higgs istnieje ( w co wątpię ), to z obliczeń wynika, iż tak jak wszystkie cząstki o krótkim okresie życia, nie zobaczylibyśmy jej bezpośrednio, ale poprzez zaobserwowanie jedynie produktów jej rozpadu. Powstają więc 2 nowe cząstki o przeciwnych ładunkach elektr. A ponieważ idea Higgsa jest ściśle związana z masą, bozon Higgsa rozpadnie się na 2 możliwie najcięższe cząstki. Istniejące opracowania teoretyczne każą nam mieć pewne wątpliwości :) New Czytaj dalej...

Read more

nikodem123 napisał: > Przecież to oczywiste, że komputery zesłali nam kosmici, albo Pan Bóg. Ach Nikodem, Nikodem, po co tyle sarkazmu. Czy nie lepiej byś zadał sobie pytanie dlaczego zarówno ewolucja jak i kreacjonizm są tak trudne do powszechnego zaakceptowania? Pewien członek dalszej rodziny jest akrobatą cyrkowym specjalizującym się w balansowaniu na rolkach układanych jedna na drugiej. Powiedział tak: Ludzie nie zdają sobie sprawy jak trudno utrzymać równowagę kiedy należy ustać minutę na desce mając pod sobą dwie rolki ustawione jedna na drugiej (pomiędzy rolkami kąt 90 stopni). Są artyści którzy takich rolek podkładają sobie kilka. On twierdzi, że każde podłożenie o jedną rolkę wyżej podwyższa stopień trudności wykładniczo. Matematyk, mówi on, wyliczy bez trudu, jakie jest prawdopodobieństwo utrzymania się cyrkowca przez minutę na powiedzmy tysiącu rolkach. Ale ja ci mówię, to jest nie możliwe, – bo to jest tylko magia liczb a nie rzeczywistość! W tym momencie wracam do konfliktu ewolucjonizm contra kreacjonizm. Obie strony w zasadzie zgadzają się, że samoczynne powstanie życia jest przypadkiem niemożebnie skomplikowanym, stopień trudności większy niż ułożenie miliona kulek łożyskowych jedna na drugiej. Ewolucjoniści wierzą wyliczeniom beznamiętnego matematyka, że w nieskończonym wszechświecie, w nieskończenie długim czasie prawdopodobieństwo samorzutnego powstania życia jest bardzo małe, ale nie zerowe. Kreacjoniści zaś wzorem krewnego (całkiem rozsądny facet) uważają coś takiego za nie możliwe. To tak bez wchodzenia w stricte naukowe szczegóły. Jakie jest Twoje zdanie? Pozdr. New Czytaj dalej...

Read more

fila-1 napisał: > To ja mam pytanie do Autora: po ilu milionach czy miliardach lat ze sterty plas > tiku, żelaza i innych metali powstanie komputer a ile potem potrzeba czasu aby > sam się zaprogramował??? Przecież to oczywiste, że komputery zesłali nam kosmici, albo Pan Bóg. Przecież żaden człowiek nie jest wstanie zbudować komputera na scalakach, bez komputera na scalakach. Pierwszy komputer na scalakach musiał zostać stworzony przez BOGA. Teoria ewolucji niczego nie wyjasnia, ma wiele luk któr > e próbuje się bezskutecznie zapełnić. Pomimo wielu prób labolatoryjnych nie uda > ło sie stworzyć zaczątków życia tak jak to Darwin tłumaczył. No, podobnie niektórzy wierzą, że konstrukcja suwaka logarytmicznego była konieczna, aby powstał komputer na scalakach. Przecież to oczywista bzdura. byc komplet > nym ignorantem aby wierzyć, że wszystko tak sobie powstało samoistnie. Przecież > procesy zyciowe są tak skąplikowane i niezawodne, że musiał to wymysleć Ktoś i > nteligentniejszy od człowieka a nie tak się to zrobiło przez przypadek. No właśnie nic się nie dzieje przez przypadek. Ktoś ten komputer musiał wymyślić, inteligentniejszy od człowieka. Człowiek bez komputera nie zaprojektuje komputera. Skąd więc ten pierwszy komputer? Od BOGA! > Tytuł atrykułu powiniem brzmieć postępowa Korea Płd. i zacofana Europa a nie na > odwrót. TAK! Czekamy teraz na oświadczenie Południowych Koreańczyków, że pierwszy komputer został zesłany przez BOGA albo kosmitów. New Czytaj dalej...

Read more

europitek napisał: > pomruk napisał: > > Nie bardzo chwytam nadal. > > Spróbuję w niemożliwie prosty sposób: > – fizyka (najniższy poziom ogólniości, nie zawiera chemii, biologii) > – chemia (wyżsy poziom – zawiera fizykę, ale nie odwrotnie) > – biologia (zawiera fizykę i chemię, ale nie odwrotnie) > – nauki społeczne (zawiera fizykę, chemię, biologię, ale nie odwrotnie) > Rzecz jest w tym, że dopóki obracasz się w zakrezie pierwszych trzech, to nie m > asz kłopotu z przechodzeniem pomiędzy nimi, ale gdy problem jest gdzieś na styk > u z naukami społecznymi, to już jest kłopot, Jakby świat miał jakieś pęknięcie > miedzy klasycznymi naukami przyrodniczymi a społecznymi. Tak, to rozumiem dobrze (chyba). > Jeśli godzisz się, że dany problem jest uwikłany w zależności społeczne, to nie > możesz organiczać się wyłącznie do widzenia sprawy po przyrodniczemu. Cały czas miałem na myśli to, że wyłącznie biochemia określa toksycznosć, nie nauki społeczne. Te mogą nam wiele powiedzieć o np motywacjach ludzi, którzy przedawkują dany produkt spożywczy. Ale biochemicy czy dietetycy naprawdę uwzględniają możliwosc nieracjonalnego zachowania. Poszerzę to, co mówiłem już o różnicy miedzy dawką przeciętnie „używaną” (dawka jednorazowa) a taką, która może przynieść śmierć. W przypadku alkoholu etylowego jest to stosunek około 1:5. W przypadku leku bez recepty – przykładowo – około 1:15 (dla paracetamolu). Dla soli kuchennej to 1:25. Dla konserwantów to typowo 1:200. Dla innych dodatków stosunek jest tak duży, ze trudny w ogóle do zmierzenia. Oznacza to, że bez porównania prędzej zatrujesz się śmiertelnie Czytaj dalej...

Read more

europitek napisał: > Pojęcia potoczne z natury swej są nieostre i wieloznaczne. Taka jest ich istota > i główna zaleta, dzięki której świadomość i język mogą nadążać za zmianami rze > czywostości. W tym przypadku nieostrosć nie ułatwia dostosowywani się do zmian rzeczywistosci – ona ewouluje w taki sposób, żezakłamuje naturę zmian, skazując wielu do myślenia kategoriami magicznymi, co cały czas podnoszę. Chociażby do arbitralnego dzielenia wszystkiego na „szkodliwe-nieszkodliwe” w sensie absolutnym. Akurat TO jest niezmiernie szkodliwe. > Ja sformułowałem tę definicję na podstawie obserwacji zachowań lud > zi – można powiedzieć, że jest to wniosek z obserwacji społecznej empirii. Może > się on nam nie podobać, ale to nie zmieni stanu faktycznego, że duża liczba lu > dzi zauważa postępującą „syntetyczność” produktów spożywczych i jest z tego nie > zadowolona. A mnie nie zadawala z kolei to, że wynajdują preteksty niczym – tu posłużę się ostrymi słowy – pijaczek, który twierdzi,ze szkodzi mu SO2 w tanim winie, dlatego wymiotuje. Owszem,moze szkodzić, tylko stan jego zdrowia spowodowany jest „zdrowym” etanolem, nie SO2. Nietrudno zauważyc, ze w przypadku „śmieciowego żarcia” najbardziej szkodliwa jest… jego ilość w sensie kalorycznym. Po nim natępuje np. ilosć spożywanej soli itd. Co do motywacjiproducenckiej – ależ oczywiste, ze chcą oni załatwic wszystko jak najtaniej. Nie jestto zadnym dowodem na to, że „chemizacja” żywnosci jest głównym problemem. Jest często – nie zawsze!!! – fałszywą diagnozą. > Społeczeństwo ukuło sobie termin „chemia” już dawno na okre  Czytaj dalej...

Read more